Historia Frank

Urodzony w Groningen

Jesteśmy Frank. Światło to ujrzeliśmy w 2004 roku. Zostaliśmy założeni w niezwykłym miejscu: w domu studenckim w spokojnym, przyziemnym Groningen. Młodzi i z niewyczerpaną ciekawością zadawaliśmy sobie nieskończoną ilość pytań. Dlaczego rzeczywiście trzeba iść do sklepu, aby coś kupić? Dlaczego w sklepie jest tak mało możliwości wyboru? A dlaczego trzeba podróżować daleko i szeroko, aby znaleźć naprawdę wyjątkowy prezent?

Zdecydowane i ambitne

Pierwsze kroki pod wieżą Martini w Groningen postawiliśmy w okolicy, chociaż już wtedy czuliśmy się, jakbyśmy mieli cały świat u stóp. Dosłownie. Podłoga naszej akademika była pokryta antycznymi mapami świata, mimo że ledwo mieliśmy jakieś pomieszczenie pomiędzy naszymi podręcznikami a pralnią. W narożniku zgromadzono kolekcję globusów, cierpliwie czekając na zakup przez klientów. Raz na jakiś czas otrzymywaliśmy zamówienie. Przy każdym zamówieniu wzięliśmy świat w nasze ręce, włożyliśmy go do pudełka i wskoczyliśmy do pociągu, aby dostarczyć go osobiście klientowi.

Podwyższony w Niderlandach

Nasz pomysł był solidny i szybko się rozwijaliśmy. Od kiedy się rozwijaliśmy, większość naszych lat dzieciństwa spędziliśmy w większych przestrzeniach. W 2006 roku przenieśliśmy się do naszego pierwszego biura w Donderslaan. Zmieniliśmy dostępną toaletę w mini-magazyn dla naszych mini-globów. Mieliśmy (i nadal mamy!) uważne oko na inne specjalne produkty. Z zupełnie nowymi lornetkami przymknęliśmy oko na jutro, a nasze lunety skierowaliśmy w przyszłość. Jednak nie popatrzyliśmy tylko na dystans: równie ważne było dla nas oko na szczegóły. Nowo powstałe mikroskopy idealnie do tego pasowały. Ale ciągle się rozwijaliśmy i w pewnym momencie nasze biuro było po prostu za małe. Więc opuściliśmy Donderslaan.

Obserwując możliwości, należy przyjrzeć się szczegółom

Na szczęście Ulgersmaweg zaoferował nam mnóstwo wolnej przestrzeni. Naszą nową siedzibę uzupełniliśmy o rzeczy do włożenia do domu i dookoła: stojaki na płaszcze, skrzynki pocztowe i zegary. Znaleźli nas ludzie z całego kraju. Kochaliśmy Holandię, a Holandia kochała nas z powrotem, ale byliśmy głodni czegoś więcej. Jechaliśmy na rowerach (wówczas nasz najnowszy dodatek) do granicy, aby zajrzeć przez ogrodzenie u naszych belgijskich sąsiadów. Tam zostaliśmy ciepło powitani przez naszych sąsiadów.

Wychowany, gotowy do odkrywania świata.

Zostawiliśmy już za sobą nasze nastoletnie lata, a Belgia stała się dla nas drugim domem. Wszystkie sklepy rozpoczynamy w Holandii, uruchamiamy również w Belgii. Ponadto ostrożnie poznaliśmy Anglię i Danię. Jako młodzi dorośli nie byliśmy jeszcze dorośli: ledwo skończyliśmy przenosić się gdzie indziej i już nie musieliśmy szukać gdzie indziej.

Nic się nie zmieniło, świat wciąż jest u naszych stóp

Powoli stajemy się pełnoprawnymi dorosłymi, ale przed nami jeszcze długa droga. I nie ma powodu, aby tak czy owak stało się to zbyt wcześnie. Najważniejsze jest to, że zawsze pozostajemy w sercu tego ciekawskiego, uważnego dziecka. Ziemia i realistyczny (od kiedy jesteśmy z Groningen), ale wciąż z otwartym spojrzeniem na otaczający nas świat. Nie wierzymy w granice, a jedynie widzimy możliwości. To właśnie zaprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy dzisiaj. A co ze światem, który mieliśmy u nóg w 2004 roku? Ciągle jeszcze tam jest, po prostu nasze stopy się powiększyły.